Wakacje z dodatkowym bagażem!

Wakacje tuż, tuż, to ostatnia chwila, żeby zaplanować miejsce wypoczynku. Właśnie w tym czasie Polacy rezerwują kwatery w miejscowościach turystycznych. Na ostatni guzik zapinają swoje plany urlopowe. Wyruszają na nie z całymi rodzinami, aby odpocząć od trudów dnia codziennego. Jeszcze nie wiedzą,  że wydadzą więcej!

Portfele Polaków schudną przez nowe plany rządu. Szykuje się podwyżka cen paliwa i to akurat na wakacje. I to nie ta, która dotknęła nas dzisiaj. Setki tysiące rodzin zapłacą więcej za paliwo. Ale to jeszcze nie wszystko! W ślad za tym pójdą podwyżki cen innych towarów, co jest naturalną konsekwencją podwyżki cen benzyny i oleju napędowego.

W Sejmie trwają pracę nad wprowadzeniem nowego, ukrytego  „podatku” dla obywateli, który rząd planuje uchwalić już w czerwcu. Rząd PiS wprowadza go ustawą o biokomponentach i biopaliwach... Do każdego litra benzyny czy oleju napędowego będzie trzeba doliczyć dodatkowo 10 groszy. Wprawdzie w ustawie jest zapisane, że koszty te poniosą producenci i importerzy paliw silnikowych. Nie jest jednak trudno domyślić się, że tak naprawdę zapłacą za to Polacy. Pieniądze te mają być przeznaczone na zasilenie Narodowego Funduszu Środowiska (85 proc.) oraz Funduszu Niskoemisyjnego Transportu (15 proc.). Rząd chce przekonać wszystkich, że pieniądze w ten sposób uzyskane mają pójść na walkę ze smogiem.

Warto podkreślić, że nowo utworzony Fundusz Niskoemisyjny ma być zasilony również wpłatami dokonywanymi przez operatora systemu przesyłu elektroenergetycznego, czyli firmy dostarczające prąd do naszych mieszkań. Powstanie więc kolejne obciążenie finansowe - ukryte właśnie w opłatach za prąd. Wszystko to w ramach tej jednej ustawy.

Wielu z nas pewnie zastanawia się, że skoro budżet państwa jest w tak świetnej kondycji - jak mówi premier Morawiecki - to dlaczego sięga się znowu do kieszeni Polaków? Dlaczego nakłada się kolejną daninę na społeczeństwo?

Mówi się, że ORLEN, LOTOS, zajmujące się produkcją paliw mają tyle zysku, że ceny nie wzrosną. W zapewnienia rządu PiS, że tak się stanie, chyba już nikt nie wierzy. Możemy już dziś zaobserwować ich wzrost, kiedy nowej opłaty emisyjnej jeszcze nie wprowadzono. Ceny oszalały, już trzeba płacić grubo ponad  5 zł, np. 5,69 zł/l na stacji ORLEN na A2.  Czyżby spółki te już przygotowywały się do odbicia sobie strat?  Biuro Analiz Sejmowych ostrzega, że ceny paliwa mogą wzrosnąć o 10 gr/l, a z  kieszeni kierowców może wyparować nawet 2,5 mld zł rocznie.

W ślad za podwyżką cen paliw i energii elektrycznej zdrożeje wszystko, bo koszty te  przełożą się na ceny  innych towarów. Zapłacimy więcej w sklepach za produkty i usługi.

Chciałbym przypomnieć słowa prezesa Kaczyńskiego z 2011 r., kiedy ceny paliwa wzrastały: „Ponad połowa ceny benzyny to podatki. Rząd może je zmniejszyć. Ja obniżyłbym akcyzę, przez co spadłyby ceny benzyny, ale do tego trzeba odwagi i odpowiedzialności”.

Co mamy teraz w cenie paliwa? W litrze PB 95 cena paliwa to 45,3 proc., a 54 proc. to podatki (akcyza -31,3 proc., opłata paliwowa, marża, Vat). Podobnie jest z olejem napędowym.

Dziś chciałoby się zapytać, gdzie ta odwaga panie prezesie?

Wakacje to zwykle okres błogiego, beztroskiego wypoczynku. Niestety, tuż przed wyjazdem Polacy będą musieli wziąć ze sobą dodatkowy bagaż - podatek za paliwo i energię elektryczną. Czy na takie wakacyjne atrakcje czekaliśmy cały rok? Czy to obiecywała nam „dobra zmiana”?